Docenić chwilę

Aby nie zmarnować życia

Z wizytą na podlasiu

Kościół Św. Antoniego Padewskiego w Sokółce

Przemijanie

Może pozostała jeszcze tylko chwila,
na ciche spojrzenie...
Może jeszcze parę godzin,
na rozmowę o tym, co niewypowiedziane...
Może jeszcze kilka dni,
na przeżycie tego, co możemy jedynie razem...
Może jeszcze parę lat,
na przyjaźń, w której lepszy będzie nasz świat
A później... gdy przeminiemy,
co pozostanie...?
Może tylko krótkie wspomnienie,
bo w Tobie dopełniło się moje istnienie...

Jacek Ryng

Podczas każdego wyjazdu potrzebuję pomocy. Czasem znalezienie kogoś na dany czas nie jest łatwe... Tym bardziej mogę, więc doświadczać, że tak naprawdę nie moimi staraniami, lecz Łaską Boga, spotykam ludzi, którzy chcą ofiarować mi cząstkę swego czasu i sił...

Dosyć niespodziewanie dowiedziałem się o rekolekcjach w Opolu. Czułem, że mam tam być... Że będzie to coś ważnego w moim życiu... I ten tytuł: "Bądźcie mocni w Panu siłą Jego potęgi", jakże trafnie wyraża całe moje istnienie... Szybko znalazły się dwie koleżanki, które mogły mi towarzyszyć i wydawało się, że już nic tylko jechać... Niestety... Na tydzień, przed jedna z nich zupełnie niespodziewanie nie dostała urlopu... Druga zrezygnowała na dwa dni przed wyjazdem... Dodatkowo zwaliły się na mnie problemy, które przyczyniły się do decyzji, aby zrezygnować... Byłem już przekonany, że nie ma sensu poszukiwać kogoś, kto pojedzie ze mną...

Błogosławieństwo podczas rekolekcji

Dzień przed, w niedzielę, pojechałem z kolegą na Święto Kwiatów do Otmuchowa. Wieczorem w drodze powrotnej odmówiliśmy Różaniec i wówczas poczułem, że zbyt łatwo uległem przeciwnościom. Przypomniałem sobie też koleżankę, z którą przez ostatnie lata miałem tylko sporadyczny kontakt. Pomyślałem przedzwonię, chociaż była już 21.30, bo chciałem mieć tylko czyste sumienie, że zrobiłem już wszystko...

Bardzo zaskoczyła mnie, gdy się zgodziła:) Kilkakrotnie pytałem, czy na pewno? Jedynie nie mogła być do końca, ale zdałem się na Opatrzność... Już od początku, asystowała Gosia z sąsiedniego pokoju - aż buzia mi się uśmiechała, gdy wstawałem, a przygotowana przez nią herbatka już czekała:) Później w grupce dzielenia poznałem Ewę, której pomoc płynęła prosto z Serca. Z pomocą pospieszył też Jurek, który niezawodnie pomagał w przenoszeniu mnie. Praktycznie musiałbym wspomnieć o każdym uczestniku, lecz rozsądniej będzie, gdy ograniczę się do jednego wielkiego Dziękuję:)

Na rekolekcjach z Jurkiem

Wiele dały mi konferencje a zwłaszcza Świadectwo Życia Ks. Eugeniusza i Wojtka Lewandowskiego, który jest dla mnie niezwykłą inspiracją...

Także przelotne rozmowy pobudzały do refleksji. Jedna osoba zapytała: "Jacek, czy Ty naprawdę jesteś taki radosny, czy starasz się ukrywać swoje cierpienie..."? Odpowiedziałem, że nie zawsze taki jestem - jak każdy człowiek mam swoje trudne dni, ale gdy jest mi dobrze (tak jak teraz) to wyrażam to choćby poprzez uśmiech:)

Właśnie takie wspólnie przeżyte chwile pozwalają odkrywać drugiego człowieka w realnej rzeczywistości, a to daje o wiele większe poznanie niż korespondencja... To tak jakby oglądać wędrówkę po górach w telewizji, albo samemu powędrować górskim szlakiem...

Grupa rekolekcyjna

Zastanawiam się czy, w ogóle można siebie opisać...? Czy można kogoś poznać tylko poprzez korespondencję...? Zawsze jest to tylko jakiś subiektywny obraz, który ja kreuję, a Ty tworzysz w swojej wyobraźni...

Cóż, więc z tego, że napiszę o mnie, że np. staram się żyć aktywnie, ciekawie, a chwilami nawet pięknie:) Są to tylko słowa, a interpretacji ich może być tyle ile jest ludzi na świecie... Bo każdy ma swoje doświadczenia, poprzez które filtruje i modyfikuje każdą wypowiedź...

Dlatego szczególnie cenię osobiste spotkanie, bo tylko to umożliwia prawdziwe poznanie:)

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Komentarze  

+1 #7 Marta 2013-11-19 22:27
To pięknie mieć taką stronę, przypomnialo mi się jak fajnie jest na rekolekcjach, tam jest pokarm dla duszy, jeśli kogoś nie stać na wyjazd można pooglądać na youtube, np rekolekcje RUT - polecam :)
Cytować
+1 #6 Mirka 2013-07-19 22:46
Pieknie,zazdros zcze Ci mozliwosci uczeszczania na rekolekcjach chodz jak piszesz nie raz staja przeszkody na drodze,ale wiesz co ciesze sie ze jestes wlasnie taki,ze sie nie poddajesz! Bardzo chcialabym kiedys pojechac na takie rekolekcje,nies tety jestem bardzo ograniczona nie mieszkajac w Polsce.
Cytować
+1 #5 Halina 2013-07-15 18:37
witaj drogi Jacku pieknie piszesz o rekolekcjach ja byłam z osobami niepełnosprawny mi na rekolekcjach dnia 8 06 na 4 dni bylam tam razem chodziłismy do koscioła na wspołną modlitwę. miełismy czas wołny dla siebie zwiedzałismy okołicę tam robiłismy zdjecia na zakonczenię rekolekcji było ognisko czas tak szybko się skonczył i wrociłam do domu zadowolona
Cytować
+1 #4 anka 2013-02-08 19:55
WITAM CIE PRZYJACIELU DROGI WŁASNIE ŁAPIE POSPOLITEGO DOŁA SZPERAŁAM W NECIE I TU NAGLE TRAFIAM NA TWOJA STRONĘ I TO JUŻ NIE PIERWSZY RAZ DZIEKUJE CI ZA TO I ZE MIALAM OKAZIE CI POZNAC PARE LAT TEMU NA PIERGRZYMCE DO CZĘSTOCHOWY , Z PANEM BOGIEM !!!!!!!!!!!!!!! !!!
Cytować
+1 #3 Halina 2012-12-28 17:54
Wtaj Jacku bardzo mi się podoba ze piszesz o rekolekcjach ja znam osoby niepełnosprawni bo ja z nimi jeżdżę z nimi na rekolekcje na wspolną modlitwę co nam daję nam wyciszenie mozemy rozmawiać na rożne tematy widzę u nich radość uśmiech na twarzy i dobroć człowieka.Tam razem z nimi mozemy się wspołnie modlić z nimi rozwazamy modłitwę wiarę o Bogu pomagamy sobie w trudnym czasie szkoda ze tak szybko konczą się rekolekcje i trzeba wracać do domu
Cytować
+1 #2 Anna 2012-06-25 12:27
Piękne To jest,że Jacek wyruszyl na Pielgrzymke i ludzie są wspaniali ci co Pomagali i wspierali go i sam Jacek,że posluchal Glosu Boga i zdecydowal sie wyruszyc na tą pielgrzymkę :) Cieszę sie razem z wami ! Pozdrawiam wszystkich !!:):):):):):): )
Cytować
+1 #1 Agnieszka 2011-08-14 22:52
Jacku-czy wiesz ze jesteś wpaniałym człowiekiem?Bar dzo dużo wniosłeś do mojego życia-dziękuje.
Cytować

Przyjaciel na FB

 

facebook.com/przyjaciel youtube.com/user/przyjaciel102

Cud eucharystyczny

Cud eucharystyczny

Cud eucharystyczny wydarzył się w 2008 r. W czasie porannej Mszy 12 października kapłanowi rozdzielającemu Komunię Świętą upadł na stopień ołtarza konsekrowany komunikant. Ksiądz przeniósł hostię do naczynia z wodą (vasculum), by mogła się rozpuścić. – Takie są procedury, że komunikant umieszcza się w naczyniu, które służy kapłanowi do obmywania palców po udzieleniu Komunii Świętej – mówi s. Julia Dubowska, zakrystianka, pierwszy świadek cudu. – Komunikant może rozpuszczać się kilka dni, więc przeniosłam vasculum do sejfu w zakrystii. Początkowo zaglądałam codziennie, a potem zapomniałam. – Kiedy 19 października, w niedzielę misyjną, otworzyłam sejf, by sięgnąć po jakąś potrzebną rzecz, poczułam zapach kwaszonego chleba. W vasculum zobaczyłam prawie rozpuszczony komunikant z lśniącą jak żywa, czerwoną plamką jakby lekko skrzepniętej krwi, wielkości paznokcia. Resztka śnieżnobiałego komunikantu była zespolona z plamką krwi, jakby przyfastrygowana nicią. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego woda jest przezroczysta, bez śladu zabarwienia. Pewnie stałam tak chwilę oniemiała, bo obecny w zakrystii ks. Filip zapytał: „Co się siostrze stało?”.

W niedzielę w zakrystii jest duży ruch, więc powiadomiony proboszcz ks. Stanisław Gniedziejko – z tego samego rodu, co bł. Jerzy Popiełuszko – polecił schować komunikant w sejfie. Po 10 dniach naczynie z komunikantem przeniesiono do kaplicy w sąsiadującej z kościołem plebanii. Komunikant został położony na korporale i umieszczony w tabernakulum. W styczniu 2009 r. abp Edward Ozorowski polecił poddać komunikant badaniom patomorfologicznym.

W czasie pobierania próbki nierozpuszczona część komunikantu była już wtopiona w tkaninę. Krwistobrunatna struktura fragmentu była tak samo wyraźna jak na początku, jedynie w sposób naturalny zeschnięta i krucha. Badania niezależnie wykonali prof. Maria Sobaniec-Łotowska i prof. Stanisław Sulkowski, patomorfolodzy z Uniwersytetu Medycznego z Białegostoku. Wyniki pokrywały się: badany fragment przybrał postać tkanki mięśnia sercowego człowieka w stanie agonii.

Przez prawie trzy lata Najświętszy Sakrament z cudem eucharystycznym przechowywany był w kaplicy na plebanii – pokazuje ks. Wojciech Dziubiński, kustosz kaplicy Najświętszego Sakramentu. Mogli zobaczyć go jedynie nieliczni kapłani za zgodą abp. Ozorowskiego. W kościele w Sokółce, w związku z wydarzeniem podniesionym do rangi kolegiaty, rozpoczął się remont kaplicy Matki Bożej Różańcowej dla wystawienia Najświętszego Sakramentu.

– Pan Jezus wywrócił nam tutaj w parafii życie. Na taki obrót spraw nie byliśmy przygotowani – śmieje się ks. Dziubiński – wiele jednak wcześniejszych faktów może wskazywać na przygotowywanie tego miejsca pod przyszłe wydarzenia – dodaje. Pięć lat wcześniej bp Ozorowski jako jeden z trzech polskich biskupów został zaproszony przez Benedykta XVI na Synod dotyczący Eucharystii. W Sokółce od 50 lat pracują siostry ze Zgromadzenia Sióstr Eucharystek, jako jedynej parafii w diecezji. Tu, jeszcze przed cudem, powstało pierwsze w diecezji koło Eucharystycznego Ruchu Młodych. W czasie remontu kaplicy Matki Bożej Różańcowej okazało się, że
w witrażach i na malowidłach znajduje się wiele symboli eucharystycznych. Wcześniej kościół zyskał iluminację i rozbudowany został parking. – Choć niektórzy zastanawiali się, komu będzie potrzeba tak dużo miejsca, dzisiaj nie mają wątpliwości – zauważa s. Julia.

Zgłoszono już wiele uzdrowień fizycznych. Pierwsze miało miejsce w listopadzie 2009 r. Polka mieszkająca w Szwecji przyjechała do Sokółki, żeby modlić się o uzdrowienie z nowotworu jelita grubego; po jakimś czasie dostarczyła przetłumaczone dokumenty o cudownej interwencji, niewytłumaczalnej medycznie. W grudniu 2011 r. miały miejsce dwa uzdrowienia, w tym jedno z nowotworu młodej kobiety z Sokółki.

Pozostałe uzdrowione osoby pochodzą z okolic Sokółki i z dalszych terenów Polski. Najmłodszy jest 2,5-letni chłopiec uzdrowiony z zespołu Aspergera. Wśród uzdrowionych są osoby, które angażowały się w wystrój miejscowego kościoła i kaplicy. Artystka plastyk, projektantka wystroju kaplicy na plebanii, gdzie przechowywany był Najświętszy Sakrament, nieoczekiwanie w 2009 r. dowiedziała się o śmiertelnej chorobie. Poprosiła o możliwość zobaczenia cudownego komunikantu. Wierzy, że powrót do zdrowia zawdzięcza Jezusowi Eucharystycznemu.

Konserwator zabytków, w czasie, kiedy prowadził prace nad przygotowaniem kaplicy Wystawienia Cząstki Ciała Pańskiego, uległ z rodziną poważnemu wypadkowi w drodze powrotnej z urlopu w Austrii; jadący z dużą prędkością samochód wpadł w poślizg i uderzył w barierkę. Auto uległo całkowitemu zniszczeniu, silnik znalazł się 80 m od niego. Przybyła na miejsce policja pytała, gdzie są ciała ofiar. Ale rodzina odniosła niewielkie urazy. – Pewnie Pan Jezus chciał, żebym dokończył kaplicę – mówił potem konserwator. Z groźnego wypadku ocalony został też mieszkaniec Sokółki, który w sierpniu 2011 r. wpadł do maszyny gniotącej śmieci. Miał w poważnym stopniu zmiażdżoną czaszkę, lekarze nie dawali szans na przeżycie. Dzień po wypadku odprawiona została Msza Święta w jego intencji, a rodzina modliła się w kaplicy na plebanii, gdzie przechowywany był Najświętszy Sakrament. – W tym roku odwiedziłem go w czasie kolędy. Nie widać skutków wypadku. Tylko wtajemniczeni wiedzą o protezowanym oku. Do dziś śpiewa na w chórze – opowiada ks. Wojciech.

Jak podkreśla, proszący o fizyczne uzdrowienie są uświadamiani, że modlitwa nie działa automatycznie: „Pan Bóg Cię wysłucha i będziesz zdrowy”. Skoro Bóg dopuszcza chorobę i cierpienie, to jest w tym jakiś sens, może własne uświęcenie, a może uświęcenie kogoś innego.

– Zapewne więcej jest tych duchowych uzdrowień, o których z racji tajemnicy spowiedzi nie mogę mówić, poza ostatnim takim przypadkiem, kiedy rozmowa odbyła się poza konfesjonałem. Przed dwoma tygodniami z Warszawy przyjechał mężczyzna, by modlić się o uzdrowienie mamy z choroby nowotworowej. Przebywał tu od rana do około godz. 15. Mama jego była bardzo pobożna, ale tata był wojującym ateistą. Sam mężczyzna, choć ochrzczony, nie był u Pierwszej Komunii Świętej ani u spowiedzi. Modląc się za mamę poczuł, że chce się wyspowiadać. I tak w wieku 68 lat przeżył swoją pierwszą spowiedź.

– Chociaż pracuje nas tu sześciu kapłanów, często to jeszcze za mało, tyle osób przystępuje do sakramentu pojednania – mówi ks. kustosz.

W Sokółce podkreśla się, że cud eucharystyczny trzeba traktować z wielkim spokojem, bez euforii. Ten sam Jezus, który tutaj przedstawił siebie w taki widzialny sposób, obecny jest codziennie po konsekracji na wszystkich ołtarzach świata.

Meczet w Bohonikach

Zbudowany został na przełomie XIX i XX wieku, prawdopodobnie w 1873. Dokumentacja historyczna nie zachowała się, ale taką datę odkryto w 2005 podczas kapitalnego remontu ścian budynków na futrynie drzwi wejściowych. Świątynia powstała po pożarze wcześniejszego meczetu osadników tatarskich, który miał być zlokalizowany w pobliżu zabytkowego cmentarza położonego we wschodniej części wsi, a istniejącego prawdopodobnie od XVIII w., a być może nawet od XVII wieku.

przyjazne podlasie03

Podczas II wojny światowej meczet został zdewastowany przez hitlerowców, którzy urządzili w nim szpital polowy. Po 1945 meczet kilkakrotnie przechodził drobne remonty. Pojawiły się plany rozbudowy, lecz konserwator zabytków nie zgodził się na rozbudowę.

Meczet podzielony jest na trzy części: męską i żeńską (zgodnie z wymogami islamu) oraz wspólny przedsionek, w którym zostawia się obuwie. Większa część – męska – od mniejszej – damskiej – oddzielona jest drewnianą ścianką (przepierzeniem) z poziomą szczeliną, zasłoniętą przejrzystą firanką pozwalającą obserwować przebieg nabożeństwa w części kobiecej. W części męskiej znajduje się powiększająca powierzchnię dla wiernych galeria wsparta na dwóch słupach. Oba pomieszczenia mają osobne wejścia ze wspólnego przedsionka z półkami na obuwie.

Najważniejszą częścią sali męskiej jest mihrab – wnęka wskazująca kierunek Mekki oraz minbar – kazalnica, używana w czasie południowej piątkowej modlitwy (w tym meczecie odbywa się raz w miesiącu). Zgodnie z wymogami religii muzułmańskiej w meczecie nie ma żadnych wizerunków, a na zdobionych motywami pnącej winorośli (tzw. arabeską) ścianach zawieszono jedynie muhiry (cytaty wersetów z Koranu po arabsku). Podłogę meczetu wyłożono dywanami.

Meczet nie posiada minaretu, a jedynie cebulowato zakończoną kopułę ze złoconym półksiężycem. Drewniane ściany zewnętrzne pomalowane były na zielono. Budynek przykryty jest czterospadowym dachem namiotowym krytym gontem. Z zewnątrz i wewnątrz wyłożony jest deską szalunkową (obecnie lakierowaną), od wewnątrz – lakierowaną.

Serdecznie dziękuję Wikipedii za niezbędne informacje, które w sposób niezastąpiony wzbogacą moją notatkę ;)